CIEKAWE MATERIAŁY

Opadły liście z drzew…
Kilka słów o życiu, przemijaniu, śmierci i żałobie.

Za oknem jesień na dobre, ale już nie ta piękna z mieniącymi się w słońcu czerwono-złotymi liśćmi. Dni stały się krótsze, szare, mokre. Taka pogoda kojarzy nam się ze smutkiem, melancholią, depresją. Jesień skłania do zadumy – nad życiem, czasem, przemijaniem, śmiercią. Upływa szybko życie, z każdą chwilą coraz mniej nam go zostaje. Dziś jest wieczór, jutro będzie rano – obudzimy się, zajmiemy się swoimi sprawami, później znowu nastanie wieczór i kolejny ranek. Tak już musi być, nikt tego nie zmieni. Wielu z nas nawet nie może sobie wyobrazić tego, że kolejnego dnia może nie być, że jutro możemy się nie obudzić, że jutro nie wstanie dla nas słońce. Z jednej strony to dobrze – nie zadręczamy się, nie zamartwiamy, nie nastawiamy się na najgorsze. Jednak z drugiej – jakby specjalnie uciekamy od „tej” myśli, wydaje nam się że z pewnością mamy czas: „mnie to nie dotyczy… jestem jeszcze za młody… mam całe życie przed sobą”.

Przemijanie ma wiele znaczeń. Jest przemijanie czasu, życia, świata. Przemijanie czasu jest najpowszechniejsze, ponieważ istnieje w każdej godzinie, minucie, sekundzie. Zdarza się każdego dnia, co tu więcej mówić – jest wszędzie i wciąż trwa. Przemijanie życia – życie przemija z czasem, ze światem, a świat z życiem, taka jest prawda. Wielu z nas przeraża wizja nieodwołalnego końca. Ten lęk odciska piętno na naszym zachowaniu. Chwytamy się przedmiotów materialnych, otaczamy się nimi w nadziei, że dadzą nam poczucie bezpieczeństwa. Choć jak mówi chińskie przysłowie, „nie zabierzemy złota ze sobą do grobu”, gromadzenie dóbr pozwala nam wierzyć, że nie przeminiemy. To powszechne złudzenie.

Przemijanie, śmierć, zachowanie wiecznej młodości – to zagadnienia, które ludzkość pragnie zagłębiać od wieków, z różnym skutkiem. Powstawały poematy, eseje, wiersze, pieśni na ten temat. Dziś, kiedy z każdej strony jesteśmy bombardowani kultem piękna, młodości, szczególnie trudno jest nam zaakceptować fakt mijającego czasu. Współczesna kultura kształtuje już od najmłodszych lat nasze postawy. Afirmuje młodość, zaprzecza starości. Wszędzie – czy to w kolorowej prasie, czy telewizji, reklamach – ukazuje nam się świat bez chorób, starzenia się, śmierci. Nie ma też tam miejsce na cierpienie, które wiąże się
z przemijaniem, ze stratą kogoś bliskiego. Jest walka ze zmarszczkami, ze smutkiem, wszystkim tym, co może przypominać o upływającym czasie. Ale to nie wszystko! Kultura  ostatnich lat jakby cały czas szeptała do ucha, że każdy dzień przynosi nam niezliczoną ilość atrakcji. Wmawia nam, że mamy setki możliwości do wyboru, aby zatrzymać mijający czas.  Tak, pozornie mamy setki rozwiązań do wyboru, ale łatwo wtedy o iluzję, że wszystko da się skontrolować, że wystarczy pstryknąć palcem – użyć cudownego kremu, kupić sobie nowy samochód, a dziecku najnowszy model kultowej zabawki, a rzeczywistość będzie inna. Ona może być inna tylko przez chwilę. Zanim nabierzemy się na reklamowane sztuczki, jak „być zawsze pięknym i młodym” – pamiętajmy, że tak naprawdę nad ciałem nikt nie ma całkowitej władzy, nad duszą (czy jak ktoś woli psychiką) może mieć każdy, jeśli się o to postara. Pamiętajmy także, że lęk przed śmiercią, czy jak kto woli przemijaniem jest zrozumiały. To jedyna rzecz, o której wiemy, że na pewno nam się przydarzy i nie da się jej uniknąć.

Jesień, a w szczególności listopad sprawia również, że – bez względu na wiarę – myślimy częściej o naszych najbliższych, o tych, których z nami już nie ma. Błędnie uważamy, że takie rozmyślania towarzyszą tylko dorosłym. Choć trudno pojąć skąd w radosnym maluchu bierze się potrzeba rozmawiania o śmierci, ona jest i nie można jej bagatelizować. Dziecko też na swój sposób przeżywa zamieranie świata. Dostrzega drzewa bez liści, uschłe kwiaty w ogrodzie, na swej drodze może spotkać nieżywego owada czy przejechaną żabę. Rozmawianie z dzieckiem na temat śmierci i przemijania nie jest łatwe – to zrozumiałe, w końcu my, dorośli tez nie znamy odpowiedzi na wszystkie pytania. Dzieci dowiadują się więc, że babcia wyjechała daleko i nie wróci, a chomik czy rybka, które naturalną koleją rzeczy któregoś dnia odchodzą, momentalnie zostają zastąpione podobnym zwierzątkiem, by dziecko niczego nie zauważyło. Oczywiście rodzice robią to wszystko w dobrej wierze, chcą ustrzec dziecko przed brutalną prawdą. Jednak rozmijanie się z prawdą nie sprawi, że śmierć zniknie z życia dziecka, że dziecko nie zorientuje się, że jeśli nawet istnieje „coś” takiego jak śmierć, to mnie i mojej rodziny nie dotyczy. Dziecko jest sprytne a naturalna ciekawość świata sprawia, że zacznie się pytać czemu motylek się nie rusza, czemu drzewa tracą liście, dlaczego babcia wyjechała i się nie pożegnała. Dla rodziców, zwłaszcza dzieci w wieku przedszkolnym jednym z argumentów przeciwko zakupu zwierzątka – psa, kota, chomika, a nawet rybki – jest strach przed tym, że dziecko będzie musiało przeżyć śmierć pupila. Ale zastanówmy się, czy to nie jest dobra okazja – nie tylko do nauki obowiązku opieki nad zwierzęciem, nauki bycia odpowiedzialnym – ale także do oswajania się z przemijaniem?

To naturalne, że boimy się mówić o śmierci, trudno jest mówić o czymś, z czym sami do końca nie dajemy sobie rady. Media nie ułatwią nam tego. Śmierć jeśli pojawia się na ekranie to w odrealnionej, komiksowej formie – grach komputerowych, w kolorowych, jaskrawych kreskówkach, komiksach. To śmierć na niby. Wielokrotna, odwracalna, nieprawdziwa. Zmarli ożywają – ktoś do kogoś strzela, a on się podnosi i idzie dalej.  Zatem śmierć to trochę takie udawanie. Jestem. Znikam. A po chwili wracam. Tym bardziej potrzebna jest wtedy rozmowa z rodzicem.

Dobrą, jak gdyby naturalną okazją do rozmowy na temat śmierci i przemijania jest pierwszy i drugi listopada. W wielu rodzinach panuje zwyczaj odwiedzania grobów najbliższych, rodziny i przyjaciół. Zazwyczaj mamy opory przed „ciąganiem” dzieci na cmentarz. Po co im to jest potrzebne? To ponure święto. A co zrobię jeśli dziecko zapyta mnie czy ono też umrze albo co to jest śmierć? To jednak jedyny w swoim rodzaju czas dla tego typu rozmów. Warto wtedy rozmawiać o przemijaniu, o naszych zmarłych, o tym, jak nam jest smutno bez naszych bliskich, jak byli dla nas ważni. Nie bójmy się tego. Takie rozmowy są dzieciom potrzebne, a pojawiające się „trudne” pytania świadczą jedynie
o prawidłowym rozwoju poznawczym i emocjonalnym.

Czy my dorośli możemy się jakoś przygotować do rozmów z naszymi pociechami na temat śmierci? Tak jak wcześniej wspominałam nie ma jedynego sposobu, gotowej recepty, nie można nauczyć się jakiejś „szablonowej” odpowiedzi na pamięć. Dzieci na każdym etapie rozwoju inaczej pojmują śmierć. Wszystko zależy od tempa  indywidualnego rozwoju oraz wcześniejszych doświadczeń – znajomość tych podstawowych prawideł pomoże nam dostosować poziom rozmowy na te trudne tematy. Przyjrzyjmy się zatem, jak wygląda śmierć oczami dziecka.

W opinii psychologów rozmowy z dziećmi na temat śmierci powinny  odbywać się już w momencie, kiedy dziecko skończy 3 lata. Najlepiej z wyprzedzeniem, a nie w chwili, kiedy umrze ktoś z naszych bliskich lub wtedy, gdy dziecko straci swojego pupila. Należy zadbać o powolne stopniowanie widomości. Możemy zacząć na przykład opowiadać na jesiennym spacerze, czemu drzewa tracą liście, czemu kwiatki w wazonie czy te w ogrodzie więdną i usychają. Kiedy umiera zwierzątko, pod żadnym pozorem nie mówmy dziecku, żeby nie płakało, że kupimy mu nowego chomika czy pieska. Pozwólmy dziecku się wypłakać. Może zdarzyć się również tak, że śmierć zwierzęcia nie wywoła u niego większych emocji. To też jest prawidłowa reakcja.

Dla małych dzieci (do około 5. roku życia) śmierć jest pojęciem abstrakcyjnym. Dzieci w tym wieku często pojmują świat jeszcze bajkowo. Pojęcie „ostateczności” nie jest dla nich zrozumiałe. Maluchy nie rozumieją jeszcze na czym polega przemijanie, czym jest czas. Dziecku w tym wieku trudno jest także pojąc, że śmierć jest zjawiskiem nieodwracalnym. Umrzeć to dla niego tyle co zasnąć czy wyjechać na dłużej. Dlatego często pojawiają się u nich pytania: „Mamusiu, kiedy babcia do nas przyjedzie?”, „Czy jak poproszę Pana Boga, to odda nam  dziadziusia?”  Trzeba mu wtedy jasno, cierpliwie i wiele razy powtarzać: „ Babcia nie wróci, bo nie żyje, kiedy ktoś umiera już do nas nie wraca.”

Starsze dzieci (5-9 lat) zaczynają powoli rozumieć, ze śmierć jest zjawiskiem nieodwracalnym, ale nie odnosi jej jeszcze bezpośrednio do siebie. Wie, że umierają osoby starsze, chore. Dzieci w tym wieku zazwyczaj wyobrażają sobie śmierć konkretnie – utożsamiają śmierć z osobą, aniołem, kostuchą, duchem.

Starsze dzieci, powyżej 9. roku życia  zaczynają postrzegać śmierć jak dorośli. Jest ona dla nich dostrzegalnym końcem życia materialnego (ciała).

Bez względu na wiek dziecka w  trakcie rozmowy nie używajmy słów i stwierdzeń typu:

  • śmierć jest karą za złe zachowanie,
  • Bóg zabrał babcię/dziadka/ciocię bo bardzo ją kochał,
  • teraz jak będziesz niegrzeczny w nocy duch babci będzie do ciebie przychodził,
  • śmierć ciebie nie dotyczy.

Rodzice powinni także uważać i nie używać metafor, którymi lubimy się posługiwać, bo wydaje nam się, że dziecku łatwiej będzie niektóre rzeczy pojąć. Mówimy zatem, że ktoś zasnął, odszedł, wyjechał. Pamiętajmy, że dziecko – zwłaszcza te w wieku 2-5 lat – myśli dosłownie, a nie symbolicznie. Jeżeli będzie słyszało od nas mnóstwo metafor może zacząć się bać  na przykład zasypiania, czy wyjazdu – przecież po nich się już nie wraca, a wszyscy dookoła płaczą. Nie fundujmy naszym pociechom niepotrzebnego strachu. Lepiej użyć najprostszych słów niż pod osłoną pięknych metafor ukrywać prawdę. Możesz na przykład powiedzieć, że jeśli ktoś już ma dużo lat, jest stary jego ciało zaczyna się psuć, jest zużyte i może przestać działać, a wtedy człowiek umiera. Dla nas takie wytłumaczenie może wydawać się trochę jakby „koślawe”, ale dziecko z pewnością lepiej to sobie zobrazuje, aniżeli miałoby pojąć, że ktoś po prostu zasnął i się nie obudzi.

Kolejnym błędem, który często popełniają dorośli jest infantylizowanie
i opowiadanie nieprawdziwych historii.
Wszystko po to, aby dziecko było przekonane, że śmierć, przemijanie jest czymś błahym, mało istotnym, czymś, co nie wywołuje smutku, płaczu, cierpienia. Pamiętajmy, że dziecko, które chodzi do przedszkola i ma kontakt
z rówieśnikami może dowiedzieć się prawdy od swoich rówieśników. Zastanów się, więc czy lepiej będzie jeśli Twoja pociecha dowie się prawdy od Ciebie, czy od koleżanki czy kolegi
z grupy? Wtedy dziecko może czuć się przez Ciebie oszukane, a Ty sam możesz na jakiś czas stracić autorytet w jego oczach. Dziecko uzna, że następnym razem, kiedy pojawią się inne wątpliwości czy pytania – już nie te dotyczące śmierci- pójdzie z tym do kolegi.

Z pomocą w rozmowach na temat przemijania, śmierci, choroby mogą przyjść bajki. Rodzice często nie chcą czytać tych „smutnych”  bajek, gdzie nie wszystko jest piękne,
i kolorowe. Są przekonani, że tylko bajki ze szczęśliwym zakończeniem są dziecku potrzebne. A te, w których ktoś umiera, jest chory, cierpi –  są nieodpowiednie bo mogą wywołać
u dziecka nieprzyjemne emocje. Błąd! Nie bójmy się tych bajek! Zwłaszcza tych,
w których dzieci zostają sierotami. Są one dziecku potrzebne
. Nazywają lęk, który towarzyszy wszystkim dzieciom – lęk przed stratą rodziców. Dziecko jest mądre, z łatwością łączy fakty i myśli logicznie: skoro jest śmierć, inni umierają, chorują, to coś złego może wydarzyć się także moim rodzicom. My w dzieciństwie też tego się baliśmy. Pewnego dnia dziecko może się zapytać czy my też umrzemy i zostawimy je sami. Nie lekceważmy tych pytań, nie zostawiajmy ich bez wyjaśnienia.  Nie bądźmy źli, nie mówmy, aby dziecko „nie zadawało głupich pytań.” Powtarzajmy, że jesteśmy zdrowi, że mamy zamiar dożyć późnej starości, jednocześnie podkreślając, że nie zależy to tylko od nas, że nikt nie zna dokładnie swojej przyszłości, ale będziemy robić wszystko co w naszej mocy, aby być z dzieckiem na świecie jak najdłużej.

Pamiętajmy! Rozmawiać to nie znaczy dawać gotowe odpowiedzi. Co to jest śmierć? Dlaczego ludzie umierają? Co się potem dzieje? Czy ty też musisz umrzeć? To pytania, których pewnie większość rodziców nie chciałoby usłyszeć. Nie musimy mieć jednak gotowej odpowiedzi. Najbezpieczniej, najbardziej wiarygodnie i najprościej jest podzielić się wtedy naszymi przemyśleniami, a nawet wątpliwościami: „Ludzie od dawna próbują sobie wytłumaczyć czym jest śmierć, nikt nie wie na pewno… ja myślę, że… a ty co o tym sądzisz?” Nie przejmujmy się, że słowa będą nam przychodziły z trudem. Nie ma jedynego, uniwersalnego sposobu rozmawiania o śmierci. Uniwersalne i sprawdzone wydaje się jedynie tylko to, aby nie kłamać, nie udawać, że nie ma problemu i nie mówić to, w co sami do końca nie wierzymy. W żadnym wypadku nie możemy złościć się na dziecko i mówić, żeby nigdy więcej nie zadawało takich pytań.

W szczególnej sytuacji jest dziecko, które bezpośrednio zetknęło się ze śmiercią, zwłaszcza jeśli umarł ktoś bliski. Co powinni robić rodzice, kiedy maluch jest świadkiem śmierci kogoś z rodziny? Niewątpliwie to trudna sytuacja dla całej rodziny. Dorosłemu też nie jest łatwo, często sam jest zagubiony, może odczuwać skrajne emocje. Od strachu, złości, buntu, poczucia winy, rozczarowania poprzez ulgę- jeśli zmarła osoba długo chorowała –  po uczucie totalnej bezsilności. Musimy pamiętać, że kilkulatek biorący udział w procesie rodzinnej żałoby  nie przywdzieje czarnego stroju, nie będzie zalewał się łzami. Może śmiać się, biegać, bawić. Trzeba to zaakceptować. Z drugiej zaś strony dziecko może widzieć płaczących dorosłych. A przy tym dorośli często milczą, zbywają dziecko, próbują odsunąć je od smutku. Czy to dobry pomysł? Z pewnością nie. Dziecko czując, że „coś jest nie tak” i nie mając jasnych komunikatów ze strony dorosłych odczuwa lęki.  Domysły są na ogół o wiele straszniejsze od prawdy. Ważne jest też, aby nie udawać przed dzieckiem swoich prawdziwych emocji. Dziecko widzi wtedy, że rodzice też przeżywają trudne chwile. Nie jest niczym złym, gdy dziecko zobaczy, że mama, czy tata płacze. Przeciwnie rodzice stają się dla niego wtedy bardziej ludzcy, niż gdyby próbowali zachować kamienną twarz.  Pamiętaj – płacz w żałobie jest najlepszym lekarstwem. Płacz oczyszcza, pozwala wypłynąć emocjom na wierzch. Dzieci wiedzą, co robią, że tak często płaczą. Trudno w to uwierzyć, ale płakania warto nauczyć się od dzieci, zwłaszcza wtedy, kiedy przydarza nam się coś, wobec czego jesteśmy bezradni. Gdy zauważysz, że dziecko „przyłapie” Cię na płaczu, podejdź, przytul je
i powiedz jak bardzo jest Ci smutno, z powodu śmieci babci. Możesz zapytać się, co dziecko czuje, ale jeśli maluch nie nawiąże z Tobą konwersacji, uszanuj to.  Jeśli nie jesteś w formie
i czujesz, że nie będziesz w stanie rozmawiać z dzieckiem na temat, tego, co się właśnie dzieje, lepiej poproś o to kogoś z dalszej rodziny, przyjaciela. Możesz zgłosić się także do psychologa w przedszkolu czy najbliższej poradni psychologiczno-pedgogicznej, tam fachowa kadra z pewnością będzie gotowa aby porozmawiać z dzieckiem o ostatnich wydarzeniach. To doskonała okazja do tego, aby specjalista ocenił, czy śmierć członka rodziny w sposób szczególnie negatywny wpłynęła na funkcjonowanie malucha – nie tylko emocjonalne, ale także poznawcze czy społeczne.

Jak sobie, jako osobie dorosłej możesz pomóc w przeżywaniu żałoby? Przede wszystkim pamiętaj, że uczucia, które się teraz pojawiają czynią Cię kimś wyjątkowym. W tym przypadku nie ma „prawidłowych” i „nieprawidłowych” emocji. Wszystko, to co teraz odczuwasz jest na miejscu. Inni mogą Cię oczywiście osądzać (w Twym otoczeniu nie brak pewnie „specjalistów”, którzy będę próbowali Ci pomóc), ale uczucia nie podlegają osądowi! Chyba, że jawnie się na to zgodzisz. Żałoba jest w rzeczywistości czymś innym niż kontrola czy potępienie uczuć. Polega ona w dużej mierze na umożliwieniu uczuciom swobodnego rozwijania się. Nie możesz mieć do siebie pretensji, że czujesz ulgę po śmierci rodzica, który np. ciężko chorował, czy wasze relacje nie wyglądały najlepiej. Może zdarzyć się tak, że długo po śmierci nie będziesz w stanie płakać – a przecież wzorzec kulturowy niejako wymaga od nas zalewania się łzami. Być może w Twoim przypadku na łzy przyjdzie pora, długo po pogrzebie, kiedy pierwsze emocje już opadną. I w tym przypadku Twoja reakcja jest prawidłowa.  Istnieje oczywiście wiele środków, które pomagają w radzeniu sobie z uczuciami w żałobie. Eksperci z tej dziedziny – psychologowie, terapeuci – opisują wiele  różnych sposobów radzenia sobie z nimi. Na przykład, są wzorce uważane za bardziej właściwe mężczyzną, a inne za bardziej właściwe kobietom.  Możesz dużo płakać albo wziąć na siebie dodatkowe zawodowe obowiązki. Możesz także uznać, że wolisz terapie w grupie wsparcia albo lepiej Ci zrobi rozmowa z przyjacielem przy piwie czy filiżance kawy. Niektórzy dużo czytają, inni mogą zacząć pisać pamiętniki. Pamiętaj, rób to, co jest dobre dla Ciebie. Chodzi tu przecież o TWOJE uczucia! Żałoba jest naturalną reakcją na utratę obdarzonego uczuciem obiektu. Psychologowie  wiążą ją głownie z:

  • głębokim, bolesnym przygnębieniem,
  • utratą zainteresowania światem zewnętrznym,
  • utratą zdolności kochania i przywiązania,
  • niemożnością zastąpienia utraconego obiektu miłości innym,
  • pełną świadomością tego, co zostało utracone,
  • silnym kryzysem tożsamości,
  • częstym zaniedbywaniem własnej osoby,
  • wyobcowaniem i zagubieniem.

 

Przyjrzyjmy się, jak mogą wyglądać poszczególne etapy żałoby. W pierwszym momencie po stracie kogoś bliskiego pojawia się szok i zaprzeczenie. Osoba osierocona jest uczuciowo porażona, rozumie znaczenie faktu, ale nie wierzy. Jest to mechanizm obronny, który czasem może trwać kilka dni. Gdy przedłuża się poza okres 14 dni uznawany jest za reakcję patologiczną. Stopniowo, w miarę uświadamiania realności straty pojawia się uczucie złości (na lekarzy, Boga), lęku związanego z destabilizacją i związanym z tym poczuciem zagrożenia. Towarzyszą temu zazwyczaj: bezsenność, brak apetytu, utrata wagi, wahania ciśnienia, kołatanie serca. Osoba osierocona przez pierwsze tygodnie skupia swoją uwagę na zmarłym, izolując się od świata żyjących. Pogrzeb i związane z nim formalności przynoszą ulgę, są traktowane jako spełnienie życzeń osoby, która odeszła. Jest też okazją do spotkania dawno niewidzianej rodziny. Otoczenie osób bliskich i krewnych przynosi ukojenie, również rozprasza smutek. Kilka dni po pogrzebie nasila się poczucie bólu, osoba osierocona wspomina zmarłego, odwiedza go na cmentarzu, ogląda fotografie. Niektórzy psychologowie uważają, że kolejnymi etapami prawidłowego przebiegu procesu osierocenia są następujące „zasady” :

  • 1) Trzeba zaakceptować, że utrata jest prawdziwa.

Ta zasada wiąże się z wcześniej wspominaną już reakcją zaprzeczenia. Negacja zaistniałego faktu następuje przy pomocy różnorodnych postaw – deprecjonowania wagi straty, a nawet oszukiwania się, że dana osoba ciągle żyje. Pierwszym „zadaniem” w procesie doświadczania żałoby jest zatem przyznanie, że bliski nie żyje.

  • 2) Nie odrzucaj uczucia bólu

Ból w żałobie może mieć zarówno wymiar emocjonalny, jak i fizyczny i nie ma sposobu, żeby go uniknąć. Niektórzy ludzie próbują uniknąć cierpienia poprzez ucieczkę w wir zajęć, inni zażywają farmaceutyki, narkotyki lub sięgają po alkohol, by stłumić cierpienie.
Odczuwanie bólu po śmierci kogoś bliskiego jest trudne, ale istotne: pozwala wrócić do równowagi. Osierocony człowiek ma prawo rozpaczać, silne emocje muszą znaleźć „ujście”, powstrzymywanie się od okazywania żalu tylko pogarsza sytuację.

  • 3) Należy przystosować się do nowego życia.

Kiedy umiera ktoś bliski, wraz z nim tracimy w pewnym stopniu cząstkę nas samych, naszego dotychczasowego świata. Odczuwamy więc żal nie tylko z powodu utraty kogoś kochanego, ale i tęsknoty za dawnym życiem. To normalne reakcje, ale po okresie głębokiego żalu przychodzi czas na powrót do zdrowia, akceptację nowego stanu rzeczy
i zaangażowanie się w nowe aktywności.

  • 4) Pamięć o zmarłym nie musi nas powstrzymywać przed ruszeniem naprzód.

To może być wyjątkowo trudne dla osób, które uważają, że są nielojalne wobec zmarłego, gdy zaczynają myśleć o radościach, nowym sposobie spędzania czasu, zabawie
z przyjaciółmi. Tymczasem utrzymanie w sercu miejsca dla zmarłego nie musi wykluczać radości z życia. Wspomnienia o zmarłym pozostają, a ich nasilenie niejednokrotnie jeszcze może sprawić ból, ale świadczy to jedynie o tym, że dana osoba była dla nas bardzo ważna.
Na początku trudno uwierzyć, że cierpienie kiedyś przestanie być dominującym odczuciem.
Z czasem jednak zmienia się jego nasilenie, a częstotliwość odczuwania żalu zmniejsza się. Nie powinno to jednak stanowić powodu do wyrzutów sumienia. To, że odnajdujemy znowu radość życia, wcale nie oznacza, że nie pamiętamy o stracie osoby bliskiej.

Nie zawsze jednak przebieg procesu żałoby jest tak „modelowy” . Trudno jest też mówić, że żałoba która trwa rok jest „prawidłowa”, a ta która trwa dłużej czy krócej już nie. Może zdarzyć się tak, że pomiędzy jednym a drugim etapem upłynie np. miesiąc, ale kolejne etapy będę przychodziły dużo później, a całkowite odnowienie sił nastąpi dopiero po paru latach.

Doświadczenie śmierci bliskiej osoby jest jednym z najbardziej traumatycznych
w życiu dlatego nie wstydźmy się prosić w tym czasie o radę specjalisty
. Wizyta
u psychologa nie oznacza wcale długoterminowej terapii. To Ty zdecydujesz się, czy kolejna wizyta jest Ci potrzebna. Psycholog jedynie spróbuje Ci „podpowiedzieć”, co możesz zrobić dla siebie abyś poczuł się lepiej, czy pokaże Ci inne formy pomocy, których będziesz mógł skorzystać.

 

Anna Ciechowicz-Stasiak – psycholog, pedagog specjalny, muzykoterapeuta, ukończyła studia podyplomowe z zakresu psychoonkologii,  prowadzi w Poradni spotkania dla rodzin osób przewlekle chorych, w żałobie, po stracie bliskich.

Wszystkich zainteresowanych rozmową i wsparciem zapraszam do kontaktu: a.ciechowicz-stasiak@ppp5.pl


Domowe zasady ekranowe


Zachęcamy do zapoznania się z prezentacją przygotowaną przez terapeutę SI z naszej poradni z praktycznymi poradami wspomagającymi pracę ręki:

Terapia ręki


Chowanie pod kloszem, czyli  nadopiekuńczość ze strony rodziców

Kiedyś pewien psycholog powiedział, że rodzice nie dzielą się na „dobrych” i „złych”, ale na takich, którzy wypuszczają przedwcześnie swe dzieci z gniazd, i na takich, którzy przytrzymują je tam zbyt długo. Do tych drugich z pewnością można zaliczyć tych rodziców, których charakteryzuje nadopiekuńcza postawa w stosunku do swoich pociech.

Nadopiekuńczość?  Skąd się bierze?

Nadopiekuńczość jako cecha charakteryzująca relacje miedzy rodzicami a dziećmi ma swoje źródło w postawach rodzicielskich. Postawa rodzicielska jest względnie stałą strukturą psychiczną ojca lub matki, odnoszącą się do dziecka. Kształtuje się ona
w rodzicach w ciągu ich życia, począwszy od okresu dzieciństwa, kiedy to obserwowali swoich rodziców w roli rodzicielskiej. Postawa rodzicielska zawiera wiedzę rodziców
o dziecku
, ich uczucia wobec dziecka oraz działania podejmowane w stosunku do niego.

Określając charakter postaw rodziców wobec dzieci, bierze się najczęściej pod uwagę cztery właściwości:

  • Bliskość uczuciową między rodzicami i dziećmi,
  • Pomoc i wsparcie udzielone dziecku przez rodziców;
  • Swobodę dawaną dziecku, wyrażoną częstotliwością ingerowania przez rodziców
    w wybory i decyzje podejmowane przez dziecko oraz wielkość pozostawionej dziecku samodzielności;
  • Wymagania stawiane dziecku i stopień kontrolowania ich wypełniania.

Nadopiekuńczość – krótka charakterystyka

Każdy rodzic powinien czuwać nad bezpieczeństwem dziecka, to oczywiste, ale nadopiekuńczy rodzic różni się od „typowego”. Nadopiekuńczość wobec dzieci charakteryzuje się uczuciową koncentracją na dziecku, roztaczaniem nad nim „parasola ochronnego”, czyli nadmiernej opieki i częstym wyręczaniem dziecka w jego obowiązkach. Wyraża się ponadto okazywaniem dziecku przesadnej miłości i czułości,  jednocześnie pozwalając dziecku na wszystko, na co ma ochotę, bardzo często rezygnując ze swoich potrzeb.

Nadopiekuńcza mama czy tata stara się mieć KONTROLĘ absolutnie nad wszystkim, co dotyczy dziecka. Taki rodzic już od najwcześniejszego okresu życia usuwa przeszkody, stojące na drodze swojego dziecka, codziennie wyręcza malca w prostych czynnościach: karmi go, żeby się nie zachlapał i zjadł, póki jest ciepłe; myje, żeby nie zalał łazienki;  ubiera, rozbiera, sprząta zabawki,  itp.

Typowe komunikaty wygłaszane przez nadopiekuńczego rodzica to:

  • Nie biegnij bo się przewrócisz/spocisz!
  • Nie dotykaj tego!
  • Uważaj, zaraz spadniesz!
  • Uważaj bo się pobrudzisz!
  • Lepiej zostań tutaj z mamusią/tatusiem
  • Daj, ja to szybciutko zrobię za Ciebie! (ubiorę, umyję, nakarmię, posprzątam, itp.)!
  • A nie mówiłam!
  • Przecież Cię ostrzegałam!
  • Widzisz, nie słuchasz mamy, teraz boli!
  • Nie oddalaj się ode mnie!
  • Nie rób tego, jesteś za mały/mała!

Podejście takich  rodziców do dziecka jest bezkrytyczne: pozwalają malcowi na wszystko, na co ma ochotę, ulegają jego najbardziej dziwnym żądaniom. Tolerują niedopuszczalne czyny, jak bicie innych dzieci, zabieranie zabawek, czy niszczenie przedmiotów. Rodzice nadopiekuńczy są słabi w ustalaniu zasad i ograniczeń postępowania, a jeżeli takie są od czasu do czasu ustalane, to rzadko egzekwowane. Są bardzo wyrozumiali dla błędów popełnionych przez dziecko, zawsze znajdują dla nich usprawiedliwienie.

Oczami malca

Jaki świat widzi maluch wychowywany przez nadopiekuńczych rodziców? Zły, groźny,  niebezpieczny. Maluch jest przekonany, ze tylko mama (tata) może go uchronić przed otaczającym go wszędzie niebezpieczeństwem.  Jednocześnie jest przekonany, że on sam nie jest w stanie nic sam dobrze zrobić. Lęk, który odczuwa nadopiekuńczy rodzic udziela się dziecku. W rezultacie czuje się gorszy od innych, albo wręcz przeciwnie – uważa, ze jest lepszy i żąda wtedy przywilejów.  W każdym przypadku dziecko zostaje odtrącony przez grupę rówieśniczą, jednocześnie sam się izolując.

Ciągłe zakazy, nakazy, usuwanie przeszkód, wyręczanie powoduje, że dziecko nie uczy się na własnych błędach. Nie jest też w stanie poznać sam siebie, swoje możliwości
i ograniczenia. Taki maluch zazwyczaj nie podejmuje nowych wyzwań, bo nie wierzy
w swój sukces, a jeśli już jakieś zadanie podejmie, szybko się zniechęca i nie doprowadza  go do końca.  Takie „chowane pod kloszem” dziecko, mimo, że rodzice – są przekonani, że robią wszystko jak najlepiej, nie jest wcale szczęśliwe. Wręcz przeciwnie – cierpi widząc, że jego koledzy mogą więcej i lepiej sobie radzą niż on w różnych sytuacjach.

Na koniec jeszcze raz podkreślę – nie chodzi tu o pojedyncze zachowania rodziców. Rodzic też jest człowiekiem i nie jest w stanie być zawsze idealny. Pojęcie „nadopiekuńczości” jest terminem potocznym. Jest różnica pomiędzy tym, że od czasu do czasu każdy rodzic trochę „przesadza” w trosce o swoje dziecko, a takim rodzicem, który  KONTROLUJE swoje dziecko stale, na każdym kroku i we wszystkim – tworząc z czasem wyuczoną bezradności i brak motywacji do samodzielności i niezależności. Przejawy nadmiernej opiekuńczości rodziców spotyka się na każdym etapie rozwoju dziecka. Konsekwencje mogą sięgać daleko. Ułatwianie dziecku życia przez nadopiekuńczych rodziców, wyręczanie go, chronienie przed całym światem, to ograniczanie dziecka, zabijanie w dziecku własnego „ja”. Takie postępowanie prowadzi do wychowania człowieka z niskim poczuciem wartości, nieśmiałego i samotnego, ale z dużymi oczekiwaniami wobec świata.

Czy jesteś nadopiekuńczym rodzicem?  Zastanów się :

  • Czy dajesz swojemu dziecku wystarczająco dużo swobody?
  • Czy często zwracasz się do niego cytowanymi wyżej komunikatami?
  • Czy nie cierpisz z powodów znanych i nieznanych niebezpieczeństw, które zagrażają Twojemu dziecku?
  • Czy nie wyręczasz swojej pociechy zbyt często?
  • Czy jesteś w stanie usprawiedliwić każdy wybryk Twojego brzdąca?

Na większość pytań padła odpowiedź tak? Masz jakieś wątpliwości? Porozmawiaj o tym
z inną mamą/tatą, wymieńcie swoje doświadczenia. Niech ktoś „z zewnątrz” poobserwuje  wasze postawy, zachowania wobec dzieci. Pomocna może być także rozmowa z nauczycielką z przedszkola, czy szkoły. I jak zawsze, możesz porozmawiać o tym z psychologiem. Rozmowa z psychologiem to naprawdę nic wstydliwego, a może wiele Wam pomóc.

Anna Ciechowicz-Stasiak – psycholog  muzykoterapeuta.

Opracowanie na podstawie:

  • Helen Bee: (2004). Psychologia Rozwoju Człowieka, Poznań, Zysk i S-ka;
  • Bee, H. (2003). Rozwój człowieka na przestrzeni życia. Poznań: Wydawnictwo Zyska i S-ka;
  • i C. Backus (1994). Moc rodziców, Lublin.;
  • Vasta i inni (1995). Psychologia dziecka, Warszawa, Wydawnictwa Szkolne
    i Pedagogiczne Spółka Akcyjna;
  • Zimabrdo , Ruch L. (1994). Psychologia i życie, Warszawa PWN.

 


Proponujemy dwie ciekawe książeczki dla dzieci:

     


Witajcie,
dziś kolejna porcja wesołych, twórczych zabaw, przy których poćwiczycie swoje rączki. Tym razem proponuję zabawę z wodnymi stworzonkami – rybkami i żółwiem. Jeśli jesteście zainteresowani dodatkowymi materiałami, napiszcie do mnie. a.ciechowicz-stasiak@ppp5.pl.

AKWARIUM

ŻÓŁW

Moja Rączka to Potrafi.
Chociaż w domu siedzimy, nasze rączki chętnie ćwiczymy 🙂
Dziś swoimi pracami pochwalił się Pawełek. Barwo Pawełku! Czekamy na inne prace i pomysły.

 


Przegląd teorii wyjaśniających nasze predyspozycje zawodowe

Link do artykułu


Panel na Youtube z fiilmikami dla rodziców i terapeutów odnośnie diety sensorycznej i programów domowych. 

Link: https://www.youtube.com/channel/UCZLg5R8At91N8Q4q7wL-IOg


TAK MOGĘ!
Dziennik dla dzieci szukających zabawy, inspiracji oraz szczęścia podczas „uziemienia” (i nie tylko).


Pomysły na prace z masy solnej

Moja rączka to potrafi – wielkanocne figurki


Karty pracy pomocne przy terapii ręki
przygotowane przez naszą panią pedagog – Annę Ciechowicz-Stasiak:

Moja Rączka to potrafi – szlaczki 1
Moja Rączka to potrafi – szlaczki 2
Moja Rączka to potrafi – szlaczki 3
Moja Rączka to potrafi – szlaczki 4
Moja Rączka to potrafi – szlaczki 5
Moja Rączka to potrafi – szlaczki 6


Wspieranie osób z autyzmem w niepewnych czasach


Polecamy wszystkim rodzicom małych dzieci darmową książkę elektroniczną o koronawirusie dla przedszkolaków od Wydawnictwa Olesiejuk:
„Masz tę moc”


6 sposobów dla rodziców, jak wspierać dzieci podczas epidemii koronawirusa

UNICEF rozmawiał z dr Lisą Damour, doświadczoną psycholog dla młodzieży, felietonistką „New York Times” i matką dwóch córek, o tym jak stworzyć poczucie normalności w domu w czasach epidemii COVID-19.

https://www.unicef.pl/Centrum-prasowe/Informacje-prasowe/6-sposobow-dla-rodzicow-jak-wspierac-dzieci-podczas-epidemii-koronawirusa?fbclid=IwAR2NloJAa-R0y0kF5LtQ5_S8Al-xAF5MIZ7WececC0V9JH6dLgl_anr_fyw


Pierwszy kanał edukacyjny Telewizji Polskiej online

Telewizja Polska we współpracy z Muzeum Powstania Warszawskiego i Ministerstwem Edukacji Narodowej uruchomiła pierwszy kanał edukacyjny on-line. Nowe pasmo jest odpowiedzią na potrzeby uczniów i nauczycieli podczas zawieszenia zajęć dydaktyczno-wychowawczych w szkołach. Już od 19 marca od godz. 9.00 na stronie vod.tvp.pl pojawiają się pierwsze materiały. Zachęcamy do oglądania!
Każdego dnia, na stronie tvp.vod.pl w godzinach 9.00-13.00 w sekcji „eSzkoła” uczniowie i nauczyciele będą mogli znaleźć wartościowe materiały dotyczące wybranego zagadnienia. Na początek Telewizja Polska proponuje wirtualne zwiedzanie Muzeum Powstania Warszawskiego.

Link do informacji

Link do strony vod


Wirtualna lekcja w muzeum


W co się bawić z najmłodszymi? Czyli zestaw zabaw ćwiczących paluszki, które przygotujesz w mniej niż 5 minut.


Linki do sztuk teatralnych dla młodzieży:

„Zemsta” – A. Fredro

„Mieszczanin szlachcicem” – Molier

„Wesele” – S. Wyspiański

„Moralność Pani Dulskiej” – G. Zapolska

„Hamlet” – W. Szekspir

„Śluby panieńskie” – A. Fredro

„Damy i huzary” – A. Fredro

i wiele innych tutaj: https://www.onet.pl/kultura/onetkultura/koronawirus-w-polsce-najlepsze-spektakle-online-teatr-w-internecie/1v5nzfd,681c1dfa?fbclid=IwAR2Cj43kObtLcH08bxE_lW13WQ3_kWP_c5AeiJxIK2VQTXIm5y8C8gYlI6g



 

PLATFORMY I LEKCJE ONLINE DLA DZIECI

 


Materiały ćwiczeniowe dla uczniów niepełnosprawnych dostosowane do nowej podstawy programowej kształcenia ogólnego


Polecamy bajkę terapeutyczną do poczytania dzieciom:
BAJKA O ZŁYM KRÓLU WIRUSIE I DOBREJ KWARANTANNIE
Źródło: http://dorotabrodka.pl/blog/